Przygód ciąg dalszy
Uderzenie
nastąpiło i Łachim zalał się posoką,
widział świat w zwolnionym tempie. Jakby klatka po klatce widział
zbliżające się do jego twarzy kły Guahima. Nagle błysk, zauważył że pysk bestii
traci rozpęd i rozpada się na dwie części.
-
spodziewałeś się że Cię tak zostawię? Usłyszał głos , coś przesłoniło gwiazdy i
jego zalanym krwią oczom ukazał się jego brat
Charon (Karol).
-braciszku
jak się cieszę że Cię widzę ale nie mogę zrozumieć dlaczego tak późno?
Uśmiechnęli się do siebie i Charon pomógł wstać bratu. Rozejrzeli się po
mieście i zauważyli że bestie się wycofują.
-
w samą porę. Wielu z nas poległo i nie wiem czy kolejny atak nie będzie
ostatnim.
Nie
martw się rzekł Charon (Karol), dopilnuję by trofea w postaci odwłoków tych
stworów przyozdobiły wały.
Na
cześć naszej społecznośći AAAAARrrrrrr, echo poniosło wrzask wojowników przez
pustkowie aż do ciemnej sciany lasu. Jakby w odpowiedzi dało się słyszeć skowyt
Guahimów. Musiało być ich przynajmniej 100 powiedział Łachim , pewnie tak ale
nie martw się jak spróbują będą glebą.
- Wyjałowiona
ziemia dawała schronienie istotom , które rozglądając się strachliwie skakały na
swych długich nogach w poszukiwaniu wody. Przypominały skoczki – ni to myszka,
ni kangur. Strzygły swoimi uszami nasłuchując uważnie czy nie słychać jakiś
ryków drapieżnika. Wtem przystanęły. Rozejrzały się a receptory na ich odnóżach
zarejestrowały drżenie gruntu. Zbliżał się ku nim osobliwy pagórek. Może 2 stopy wysokości. Bardzo szybko zdały
sobie sprawę że należy uciekać jednak nie na tyle szybko by myśl przekazana z
głowy trafiłą do nóg. Spod piasku wysunąl się kolec i błyskawicznie zadał
pchnięcie jednej z istot. Ta wyskoczyła w powietrze i w spaźmie śmierci
uderzyła o ziemię. Druga była szybsza, wykonała unik i zaczęła się oddalać , na
próżno, skorpionopodobna istota , połączenie czerwia i skorpiona wyskoczyła z
piasku i zatopiła kły w drugim stworze. Pustynia zebrała swoje żniwo śmierci a
tymczasem pod jej piaskami nasi bohaterowie zbliżali się coraz bardziej ku
powierzchni.
300
schodów za nami – powiedziała Gulina sapiąc jak miech kowalski, Magnus tylko
skinął głową a krople potu na czole pokazywały że też się wymęczył schodami.
Najlepiej
przechodził to Alkrog, wesoło poprychując i podskakując po schodach zaliczając
po 4 z nich i obserwując ekipę wchodzących na piętra.
To
już tu powiedział Magnus – dobrze jest odetchnąć, Jesteś pewien? Zapytała Gulina?
Według
mapy to tutaj, pokazał mrugającą na czerwono kropkę. Za tymi drzwiami jest
medizer… mam nadzieje że uda się go zabrać bez bycia ogarniętym szaleństwem.
Gulina
szarpnęła ciężkie metalowe drzwi, skrzypienie od dawna nie przesuwanych
skrzydeł rozeszło się po mieście…
W
zaułkach obudził się cień, podniósł głowę i skupił wzrok na wieży z której
dochodził dźwięk. Czas na łowy pomyślał i ruszył kryjąc się w cieniu , ku
iglicy laboratorium medycznego.
Za
metalowymi drzwiami zobaczyli pomieszczenie wypełnione sprzętem laboratoryjnym,
gruba warstwa kurzu świadczyła o tym że nikt tu nie zaglądał od dawna. W kącie
pomieszczenia tliło Się niebieskie światełko.
To
tam – powiedział Magnus, wg mapnika to tam jest medizer.
Wiesz
jak on wygląda? Zapytała Gulina.
Pamiętam,
widziałem go w skryptach tych co odeszli. To urządzenie potrafiące zeskanować
postać za pomocą wiązki światła i dzięki wyemitowanym neutrino przenikającym
wszystko określić dokładnie obszar gdzie należy leczyć.
Nie
miałem go w ręku jeśli o to pytasz. Głos miasta ( tak nazywał hologram i
projekcje przewodnika)
Musimy
już być blisko. Otworzył się Magnus, Widzisz Gulino, nie każda istota ma jakiś
cel. Niektóre żyją bez niego przez stulecia. Weź dla przykładu tych pradawnych,
którzy zostawili całe te miasto i resztę tutaj. To jest dziwne z naszego punktu
widzenia, bo znamy tylko naszą rzeczywistość . Rzeczywistość pradawnych byłą
inna i nie potrafię sobie jej wyobrazić. Jedno jest pewne, gdy odnajdę to czego
szukam moje plemie będzie mi wdzięczne po wsze czasy,
Gulina
zamyśliła się , a nie było to tak że planowałeś się pozbyć tego sprzętu?
Widzisz,
powiedział Magnus – muszę sprawdzić czy mogę komuś zaufać , musisz mi wybaczyć
ale sprawdzałem Twój charakter. Widzę że możemy swobodnie porozmawiać i mogę Ci
zaufać w tym co robię.
Cień
sunął po posadzce, nieśpiesznie, jakby wiedział że ofiara mu nie ucieknie.
Przesunał się na sufit pomieszczenia laboratoryjnego. Z tego miejsca obserwował
wydarzenia, a było na co patrzeć. Dwie postacie skradające się do sejfu i
podskakująca trzecia postać jakby nieświadoma tego gdzie się znajduje.
Ciekawe,
ciekawe. Zabiłbym ich od razu ale nie widzę większego w tym sensu, zamiast tego
poprzyglądam się po co tu przyszli…
Musi
być to coś ważnego po udało się im obejść mojego wroga sentinela…hmmm cień
oblizał zęby i przymknął oczy, poczekajmy na rozwój wydarzeń….
VI
Kilanda,
całkiem odmienna od rodzinnej planety z ,której wagabunda rozpoczął swój rejs
ku nowemu i odkryciu odpowiedzi na nurtujące ich pytania… Trudno odnaleźć
jakiekolwiek odpowiedzi mając przed oczyma tylko dążenie do tego by odkryć i
opanować. Tym razem jednak Kalinda miałą okazać się planetą przyjazną z pięknym jasnym słońcem , którego blask w
tak fantastyczny sposób sprzyjał powstaniu życia. To samo życie miało teraz je
unicestwić. Paradoksalnie dziwna sytuacja gdzie jedno życie pożera drugie by
trwać, aczkolwiek od eonów obserwowane w każdym zakątku wszechświata. Prawo dżungli, silniejszy zabija słabszego,
pasożyt zabija żywiciela i niby to naturalny proces a jednak budzi różne
emocje…
-
Przemień się Satino, usłyszała polecenie, niezwłocznie z wnętrza postaci
zaczęły się wysuwać macki na końcach , których powstawać zaczęły kule, pełne
małych , jakby ziarenek…. Ziarenka pękały i uwalniały do atmosfery pyłek..
Pierwszą ofiarą pyłki stał się stojący nieopodal skunel ( istotka
przypominająca wyglądem ziemską sarnę) , Prychnęła i przewracając o czyma
upadła na glebę. Z jej ciałą poczęły wyrastać macki zakończone identycznymi
kulami jak te wyrastające z katharsis…
Terraformowanie
– sposób zasiedlenia planety poprzez dopasowanie jej do siebie, zmianę składu
powietrza, gleby i wody. Skhr’a
opanowały przez tysiąclecia te umiejętność i miały ją w dna. Nie był planety,
której nie mogli by opanować dzięki Katharsis i jej zarodnikom. Miało to swój
plus, bez walki poddawały się całe światy zamieniane przez zarodniki w pożywną
biomasę. Owadoidy miały to doprowadzone do perfekcji, za jednym wyjątkiem….
Kapitan
Anders podniósł się z posadzki pomieszczenia mostka i ujrzał eksplodujący
statek matkę owadoidów, przez kapiąca z rozcięcia na czole krew dostrzegł że
pojawił się raport z rodzimej planety układu- pomarańczowa lampka sygnalizowała
( biohazard) zagrożenie biologiczne.
Uruchomić
procedure katharsis – wyszeptał i upadł na podłogę tracąc przytomność…
Komentarze
Prześlij komentarz