kolejny mind blowing , epizod ksążki....

 

W podziemnej bazie otworzyły się włazy i do powietrza został wystrzelony pocisk. Wyglądał jak manewrujący jednak zawierał nanoboty. Mikroskopijne maszyny potrafiące zmielić i spalić na popiół każdą żywą materię organiczną. Eksplozja ponad planetą umknęła uwadze Skhr…

Był to błąd, nanomaszyny zaczęły swój marsz ku katharsis fragmentu planety. Zaprogramowane były na teren o promieniu 1000km w każdą stronę, Owadoidy zatrwożone obserwowały jak zarodniki giną na planecie pochłaniane na coraz to bardziej rosnącą chmurę nanitów. Planeta ocalała…

Matucha, nie rozumiałą, matucha nie bya w stanie ogarnąc myślą to co włąśnie się stało. Miliony lat ewolucji i to zawsze działało. Wytworzona istota opanowująca swoimi zarodnikami mutującymi całe planety, podporządkowująca wszystko jej.. rojowi. Zawsze działało a tu? Nagle zdezintegrowała jej córkę? Koszmar rzeczywistości przygniótł ją i pozbawił złudzeń. Walka z tym gatunkiem nie będzie łatwa, będzie wymagała zmiany taktyki, ewolucji i wszystkiego tego co pozostało zamknięte w annałach klastrów pamięci. Będzie się musiała odnieść do wojen jakie prowadziła z innymi rasami , gdzie w każdej odmianie ras występowały róznice ,które ona jako umysł nadrzędny potrafiłą sprowadzić do wspólnego mianownika. A teraz? Teraz istoty niższe, inteligentne potrafiły pokonać jej wojska, jej klony na polu bitwy i rozpracować jej plan katharsis….  W przemylseniach nie dostrzegła że jeden ze statków oddzielił się od drednaughta obcych i zmierzał w kierunku Skh’ra , niby mała kropla ściekająca po szybie podczas deszczu, niedostrzegalna dla nieuważnego obserwatora. Jednak, fregata  o nazwie hope ( nadzieja) była okrętem zbudowanym do przewożenia bardziej towarów i odpierania lekkich szturmów nieprzyjaciela niż do walki dystansowej lub szturmów na umocnienia przeciwnika. Ta fregata miałą potencjał jako frachtowiec uzbrojona w działo ION na nosie i potrafiąca jedynie wspierać jakiekolwiek ataki. Tym razem miała misję, Polegała ona na dostarczeniu ładunku na powierzchnię planety opanowanej przez owadoidy. Leciała na autopilocie gdyż niechybna śmiercią dla załogi skończyło by się to gdyby zechcieli wziąć udział w tej samobójczej misji na statku lecącymi w jedną stronę. Wypuścić wabiki , zakomunikował załodze dowódca – kapitan Anders, odzyskawszy przytomność po nagłym szarpnięciu drednaughtem.  Aj, aj kptn, wykrzyknęła lada – młodsza operatorka uzbrojenia na stanowisku strzeleckim ponad hangarami. Pokład statku opuściły walcowate kształty i podążyły w pustkę by za minutę rozpylić wokoło okrętu chmurę magnetycznych pasków i zmylić pociski przeciwnika, których była chmara. Udało się, kierunek na mgławicę Elida. Lecimy do domu.

Mgłąwica Elida wraz z kolonią stanowiła świat, zamieszkały przez ludzi, prawdawnych, którzy opuścili swoją macierzystą planetę wieki temu w swej drodze ku gwiazdom znajdując kolejny dom.

 

 

                                    V

 

Zmierzch a wraz Z nim cisza, tak można było opisać to co działo się obecnie na DArandzie. Po odparciu ataku cała osada świętowała , jednak wyczerpani radością i tańcem mieszkańcy osady położyli się do snu. Kapłanki rozwinęły sieci ochronne dookoła murów i tak zabezpieczyły osadę przez zakusami wrogich stworów.

Czujesz to? Zapytała Malika, Czuję i martwi mnie to strasznie – żona wodza podniosła z ziemi naczynie wypełnione płynem i uniosła do ust. Delikatne drżenie powietrza zwiastowało coś na co obie nie były gotowe. Budzi się prawda? Budzi, i nic z tym nie możemy zrobić. To prawo tej planety, cykl istnienia za , który żadne z nas nie odpowiada a każde z nas się na to musi godzić. Cykl życia się kończy i to w takiej chwili. Musimy wykonać to co nasi przodkowie i ich przodkowie robili zawsze w takiej chwili. Rozumiem matko.

 

Wkrótce miało się okazać że Łachim jak też Karol nie zagrzali długo miejsca w tych ciałach, chociaż zapowiadać by się mogło że tak to będzie wyglądało. Daranda była planetą stabilną jednakże rozrywana raz na kilka tysięcy lat siłą pływową pobliskiego słońca.

 

Janusie- czy to już?

Ale co już?

Czy nasze naczynia kończą fragment wędrówki i ruszają dalej?

Oczywiście jeśli odwieczny zegar tak wskaże to tak. Otóż przenoszę ich na miejsce ,które jest wspaniałym tworem naszego stwórcy…

Każde takim jest i należy to dostrzegać…

 

Pęknięcie w skorupie planety powiększało się i do środka ,ukazującego stopioną magmę poczęły wpadać coraz to różne rzeczy , istoty kończąc żywot wśród płomieni. Odwieczny cykl Darandy trwał. Za kilka milionów lat planeta znów się ustabilizuje na tyle by mogło na niej powstać rozumne życie. Jednakże snop dusz , niczym słup jednolitego światła wskazywał na jej nieuchronną zagładę a co za tym idzie na przesiedlenie bytów, które ją zamieszkiwały.

 

Ocknął się w sieci, lekko drżącą ręką odsunął od siebie kończyny sąsiedniego niemowlęcia. „Rany co tu się dzieje?” pomyślał i zaraz spostrzegł że w oddali pomieszczenia przypominającego butlę zwężającą się ku górze uniosła się podobna rączka. Jest, nareszcie humanoidzi- jesteśmy ludźmi!!! Chciał zakrzyknąć jednak u góry otworzył się właz i do wnętrza pomieszczenia przesiąkać się zaczał pomarańczowy jakby dym….

Po chwili dotknął pierwszych niemowląt. Zaczął je rozpuszczać i zamieniać w płyn…. Jakby na to odsłoniło się okno w bocznej ścianie pomieszczenia i zza grubej szyby wyzierała paszcza stworzenia, które w ziemskich warunkach nazwane było by pająkiem. Ten tu miał pancerz i straszne , inteligentne spojżenie. Ostatnie co Łachim usłyszał było ..”królowo obiad będzie za 3kliki” i jego naczynie też się rozpuściło w strasznych konwulsjach i nieludzkim cierpieniu.

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Początkowy fragment mojej książki