„Łachim
ocknął się w trakcie ceremonii, Zobaczył nad sobą troskliwe spojżenie jednej z
istot a także surowy wzrok ,skupiony na sobie , którym dysponowała druga
istota. Na potęgę wielkiego Darada, Zaintonowała za pomocą Głosków, specjalnych
otworów na bokach głowy.
Mamy
wojownika!!! Będziesz strzegł od tej chwili naszego plemienia Duradanów. Mówiąc
to przez tłum istot przeszedł szum. Uśmiechy i wiwaty zaczęły się tak nagle jak
letnia burza. Już wiadomo było że druga istotka też będzie wojownikiem. W
religii Duradanów cykl dorastania wiązał się nierozłącznie z określeniem
przynależności istot danego roku. To był rok wojownika.
Łachim
spojrzał przez okno w budynku i popchnał drzwi naprzeciw okna, machając do
ludzi wzniósł włócznię przyozdobioną piórami mach-toga , stworzenia latającego
mieszkającego w górach.
Moje
imię to Łachim!! Krzyknął, a jego krzyk wzniósł się nad zebranymi.
Jakby
na sygnał pomieszczenie obok otworzyło się i w drzwiach stanął drugi wojownik ,
którego postura wskazywała że wiele walk stoczył nim sięgnął po włócznię.
AAAAaaaarrrrrhhhh,
wrzasnął. Ja jestem Karol, wojownik i witam Cię Łachimie!!!
Od
tej chwili wiwatom nie było końca, istoty wpadły w wir świętowania i radości
gdzie wiedziały już że ich plemię będzie chronione.
Mijały
lata i sopniowo Łachim zapominał wiecej i wiecej ze swojej przeszłości, stał
się inteligentnym młodym wojownikiem a
gdy przyszedł czas na to by wojownicy duradanów pokazali do czego są
stworzeni.,
Z
racji tego że planeta Daranda krążyła w pewnej odległości od gwiazd nie
posiadała ona cykli rocznych tylko dniowe. Jeden dzień miał jakieś 40 ziemskich
lat. W końcu gdy Łachim osiągnął dzień nadszedł wielki mróz. Oczywiście wiązało
się to z odległością planety od słońc jednakże pozwalało to drapieżnym Guahimom
zapuszczać się na tereny dotychczas niedostępne
z racji płynącej wody na południe od miasta. Teraz rzeka płynęła leniwie
w niektórych miejscach zastygając ubarwiając krajobraz wystającymi z wody
połamanymi krami.
Skowyt
i to tak donośny wydawany przez Guachimy rozniósł się ponad miastem. Istoty w
tym Łachim wzniosły oczy do góry i pokiwały z dezaprobatą. – to będzie niezły
cykl, powiedział mistrz ceremonii. Zawiało chłodem i zaczął delikatnie padać
śnieg zasypując cieniutką warstewką ziemię i wszystko na niej.
Alkrog
stanął najeżony tyłem do wentylacji a przodem do włazu w ,któ®ym ukazała się
sylwetka sentinela. Ryknął i przystąpił do ataku. Wtem sentinel się zatrzymał i
przeskanował pomieszczenie jakoby szukając czegoś i odwrócił się.
Co
do cholery? Zapytała Gulina widząc skanującego cyborga, Alkrog też stanąl jak
wryty zatrzymując się o cal od wielkiego oka wieńczącego korpus.
Sentinel
przysiadł i złożył się do pozycji czuwającej i zastygł.
-
procedura pilnująca wyłączona.! – głos rozbrzmiał po korytarzach opuszczonego
miasta a nasi bohaterowie usiedli i odetchnęli z ulgą.
Nosz
kurwa nie wierzę powiedział Magnus, jak to zrobiłaś?
-
zastosowałam dwie szybkie procedury, pierwszą , ochrony bio organizmow a drugą wyciszania podczas czuwania. Co teraz
zapytał Magnus? Dotknął pancerza sentinela, zimna stal zmieszana z czymś co
przypominało chitynę, wydała się miękka i pojawiło się zielone światło w
miejscu dotknięcia.
-
to normalne w pancerzach tego typu, usłyszał głos i w tym momencie zrozumiał że
z racji przeznaczenia sentinela nie mógł on zrobić nikomu z tu obecnych zadnej
krzywdy.
Komentarze
Prześlij komentarz