Część druga

Jaką podróż? O czym Ty mi tu chrzanisz? Co ja tu robię i dlaczego do cholery mam 4 ręce?

Spokojnie, uspokój się spectre. Nie czas na to. Jesteś uhurem, narodziłeś się właśnie na planecie Ougan - zwanej przez jej mieszkańców " kulą przeznaczenia". Jak sam pewnie zauważyłeś nie różnisz się od swoich rodziców.

Rodziców? Czy Cie porąbało? To nie jest ziemia? Gdzie mój karabin? Muszę skopać tyłki tym wagnerowcom. Co , co Tu się dzieje?

Spokojnie, tylko Spokojnie. Skoczyło Ci ciśnienie i jak się nie uspokoisz będziesz miał za chwilę zapaść.

Co? Jakie uspokoić? Wyglądam jak jakiś zasrany pająk i leze w jakieś chacie na "kuli przeznaczenia"? Co to k...a jest?

 

 

No i masz, błysk I światło wypełniło cały obraz. Karol/spectre unosił się gdzieś w nicości zastanawiając się co się znów stało i dlaczego nie uwiera go ta czwarta ręką? ...

Czy Jesteś z siebie zadowolony? Kolejny pojemnik zmarnowany. O co Ci chodzi niesforne spectre?

Żadne spectre!! Jestem Karol i służę w jednostce specjalnej broniącej terytorium Ukrainy przed Wagnerowcami. Co się kurwa stało z moim tyłkiem i co to za filmiki mi

 

wyświetliłaś? Dlaczego nie mogę wrócić i walczyć dalej?

To nie filmiki Spectre. To są Twoje poprzedni wcielenia. Zdaję sobie sprawę z tego że jest to dla Ciebie trudne.

-trudne? Co Ty mówisz? Jakie wcielenia?

- no dobrze zrobimy tak: błysk i jego oczy zalała niebieska poświata.... zaczął rozpoznawać odgłosy otoczenia, szum wody , świst powietrza w szczelinie skalnej. Coś się nie zgadzało.... tylko co?.

Chciał się ruszyc- nie mogl. Coś przyciskało go do ziemi. Chciał się rozejrzeć....hmm... niewłaściwe słowo a właściwie nie sprecyzowany zmysł - nie miał oczu. Rozpoznawał tylko jasność i ciemność. I nagle jedna z ciemnych plam przesunęła się bliżej i zawisła nad nim. Później tylko usłyszał jakby kłapnięcie.

Światło i ten ciepły głos... Teraz mi wierzysz?

- co to , co to było? Zapytał Karol. Znów jakaś sztuczka?

- Nie, to żadna sztuczka. Wcisnęłam Cie w naczynie najkrócej żyjącego znanego organizmu. Karworyn to rodzaj stworzenia tak prymitywnego że rozwinięty ma tylko słuch. Reszta jest stacjonarna. To kłapnięcie ,które słyszałeś należało do kaheila, zwierzęcia żywiącego się Karworynami.

- wcisnęłas  mnie w te roślinkę by pozwolić mnie zeżreć? Co to za jakąś chora historia?

-nie chora a pokazująca Ci czym jesteś. Jesteś

Jesteś bytem jesteś podobnie jak miliardy istot  w tym wszechświecie kasowalnym nośnikiem pamięci.

-zaraz zaraz, czy Ty powiedziałaś tym wszechświecie? Czy to oznacza że są inne?

-Oczywiście gluptasie, ludzkość a właściwie istoty z Twojego gatunku mają to do siebie że próbują patrzeć na

 

świat przez pryzmat siebie i swojej unikalności . Jeśli cokolwiek się różni od nich to albo obcy, potwór albo Ufo . Jest niewiele osób na planecie Ziemia,które potrafią otworzyć swój umysł tak aby dostrzec to co dzieje się za zasłona j zrozumieć że mimo swojej wyjątkowości jesteśmy trybikami w Wielkiej machinie wszechświata.

Tak istnieją inne wszechświaty w ,których prawa egzystencji się nie różnią za bardzo ale prawa ,jak to nazywacie Fizyki są z goła całkiem odmienne.

Ty pochodzisz z wszechświata gdzie prawa są regulowane na tyle zrozumiałe by mogły być interpretowane i analizowane przez istoty o takim jak Ty poziomie rozwoju. Nie można umieścić umysłu istoty niższego poziomu we wszechświecie o wysokim poziomie praw kontrolujących zasady. Skończyło by się to tragicznie zarówno dla naczynia jak tez mogło by zakłócić odwieczne zasady panujące tu w salach selekcji. Nazywacie je różnie na Twojej planecie, w zależności od obszaru z którego pochodzicie. Jedni mówią na to niebo,inni piekło,Valhalla .......

Jedno jest pewne że aby ogarnąć to co widzisz potrzebujesz umysłu wyższego poziomu bo przy nadmiarze informacji niewyjaśnionych pojawią się moment gdzie istnieje ryzyko wpadnięcia w szaleństwo.

Dość dyskusji drogi bycie. Najpewniej mnie zapomnisz i treść tej rozmowy także już istoty przenoszą Cie do kolejnego naczynia. ... do zobaczenia.

 

Dzień się chylił ku zachodowi i wielkie słońca Darandy jedno po drugim znikały za wzgórzami. Zaczela się noc objawień.

W zwyczajach plemienia oltuków od zawsze ta jedna noc była ważna, to właśnie tej nocy potomkowie zrodzeni z płomienia dedykowani byli swoim ciałom. Odbywało się to w sposób ,który na ziemi porównalibyśmy do składania jaj. Samice gromadziły się w zagłębieniu terenu i śpiewając wypuszczały z siebie za pomoca specjalnych gruczołów na ramionach delikatne nici,które łącząc się z pozostałymi tworzyły coś na wzór kiści winogrona. W

Wewnątrz kiści tych winogron można było zobaczyć ruszające się cienie każdy z nich posiadał ogon dwie pary rąk oraz gadziopodobną twarz. Samice otoków przeglądały się uważnie śledząc każdy ruch wewnątrz winogron. Nici zaczęły nabierać kolorów Najpierw delikatnie pastelowych potem jaskrawych aż w końcu zaczęły świecić bardzo mocnym blaskiem barwiąc poszczególne grono na różnego rodzaju kolory czerwień biel niebieski żółty Purpurowy chabrowy wtedy w Melodii ich ich pieśni dał się usłyszeć gardłowy pomruk to wódz plemienia zaimponował pieśń która miała na celu przywołanie dusz na niebie ukazała się delikatna plamka która rosła i rosła aż w końcu zamieniła się w wir wir białej poświaty. Poświata ta zaczęła spływać z chmur na grona, a zaraz potem rozświetlacz blaskiem i wnętrza od tej chwili postacie wewnątrz zaczęły się intensywnie ruszać i dało się usłyszeć podobne do bulgotu odgłosy. Wtem z jednego z winogron wysunął się maleńki szpon , przebił on błonę i ciecz zgromadzona w środku wpłynęła na ziemię. Na ten widok wszystkie samice zaczęły intonować inną pieśń. Była łagodna Spokojna oraz przywodziła na myśl wielkie otwarte przestrzenie. Charon ocknął się padł na sześć łap i spróbował wstać. Jego małe wiotkie ciałko nie było w stanie poradzić sobie z wagą i efektownie chlapnął na błoto. Wtedy podszedł wódz złapał go za róg wystający z tyłu głowy podniósł do góry i powiedział (ka whakakiia e te wairua te oko ) co znaczyło dusza wypełniła naczynie Cieszmy się i świętujmy Ponieważ cała reszta naczyń także jest pełna. Jakby na ten dźwięk głosu zaczęły się po kolei rozdzierać pozostałe grona matki Zeszły się razem i zaczęły przytulać maleństwa. Charon nie wiedział co się dzieje Gdzie jest Kim jest, ale jest. Pierwsze lata upływały błogo społeczność była na tyle dobra i życzliwa że pozwalała na spokojne życie bez jakichkolwiek zagrożeń. Charon dorastał i pomagał swojej stwórczyni jak też społeczności w codziennych pracach związanych z zbiorami, sianiem i czasem wyruszaniem na polowania na istoty potrafiące wyrzucać z siebie flegmę pracowicie zbieraną przez łowców. Należało podkraść się możliwie jak najbliżej i wystraszyć , wtedy przestraszone stworzenie z gruczołów umieszczonych po obu stronach ciała wypuszczało coś na wzór waty cukrowej przypominającej kształtem je same. Dawało to czas stworowi na ucieczkę. Tradycją kultywowana przez kolejne pokolenia  Seridanów, którzy od początku tak jak pamiętają najstarsi a co jest przekazywane z ust do ust potrafili nie krzywdząc innych istot zdobywać pożywenie i przyrządzać smakowite potrawy z tego co dawał im ten świat.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Początkowy fragment mojej książki